*

Na imię mam Edyta i od lat hobbystycznie uprawiam rośliny.
Hoje to moja wielka roślinna miłość! Ściągam je skąd się da ... Z najdalszych zakątków Europy i świata.
Poszukuję wciąż nowych gatunków i odmian tych wspaniałych roślin. Podziwiam kwitnienia, zakochuję się w liściach.To jak narkotyk ...
Moja kolekcja, licząca ok 400 odmian hoi, stale się powiększa, a mój dom coraz bardziej przypomina las deszczowy.
Zapraszam do odwiedzin.


*

sobota, 30 października 2010

Paluchy czarownicy i hoya thomsonii

Tą hoję ma każdy hojowy maniak , prawda ? Jedna z pierwszych w mojej kolekcji , piękna , posypana srebrem , owłosiona , zabójczo pachnąca  - można ją polubić …

1 199

  

1 2051 202 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pachnie dosłownie ‘zabójczo’ . Intensywnie , ciężko , piżmowo . Kwitnie w miesiącach chłodnych , zimowych .W ubiegłym roku zakwitła mi aże dwoma kwiatami , co dało ten śmieszny widok poniżej …

  hoya thomsponiae (1) 

aczkolwiek zapachniało w całej kuchni . Tak , tak tymi dwoma maluchami dała równo czadu . W chwili obecnej zaczyna znów brać się do roboty

 u 336

Hoya homsonii - nazywana czasem nieprawidłowo hoją thompsonii , pochodzi z Indii . Znaleziona po raz pierwszy przez J.D. Hooker’a i T.Tomson’a w Assam , w lasach sosnowych , na wysokości 900 mnpm.Uwaga  - pijaczka ! Nie lubi sucho , lubi chłodno.

Wiecie że jutro jest Halloween ? Ja wyjścia nie miałam , musiałam wiedzieć  ( choć dla mnie to święto po prostu nie istnieje ) bo od samego rana zostałam drastycznie molestowana przez moje pociechy o pomoc w halloweenowych przygotowaniach … Ludzie , nawet się wyspać nie dali …  No i co miałam zrobić ? Pomogłam wystroić pokoje , pomogłam przygotować stroje ( nawet babcię pomogłam namówić do uszycia takiegoż jednego :-)) do tego popełniłam takie oto ciasteczka , pod groźną nazwą “Paluchy czarownicy” .

u 273

kto zainteresowany podaję przepis :-)

Paluchy czarownicy

Składniki:

    * 225 g miękkiego masła
    * 3/4 szklanki cukru pudru
    * 1 jajko
    * 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
    * 1 łyżeczka ekstraktu z migdałów
    * 2 i 2/3 szklanki mąki
    * 1 łyżeczka proszku do pieczenia
    * pół łyżeczki soli
    * mała paczka migdałów

Wszystkie składniki (oprócz migdałów) zmiksować i zagnieść.

u 266

Ciasto owinąć w folię i włożyć do lodówki na 30 minut. Wyjąć , formować palce (powinny być trochę cieńsze od Waszych palców - w piekarniku urosną), na końcu wciskać migdał w miejsce paznokcia.

u 271

Piec około 10 minut w temperaturze 200ºC Studzić na kratce.

No i takie cuś powstaje ( bardzo dobre , polecam ) :

u 272

Pracowity dzień dzisiaj miałam . Od jakiegoś czasu szukałam na allegrooo tzw.listownika . Takiego przydasia na rachunki , listy , karteluszki .Dziś wpadło mi ręce takie oto ustrojstwo poniżej …

u 275  Nie , nie kupiłam . Znalazłam na strychu :-) mówię Wam prawdziwe skarby tam można znaleźć ;P . Oczywiście trochę go udoskonaliłam  haha ,pomalowałam na biało i przetarłam w celu postarzenia papierem ściernym , no i teraz wisi nad biureczkiem , zdobi i swoją rolę spełnia doskonale w moim kąciku do pracy … A w wazonie , ostatnie już chyba w tym roku – zielone gałązki ogrodowej wierzby mandżurskiej  echh …

 

 

 

 

u 296

u 305u 314

Uciekam odpoczywać , mąż leje wino do kieliszków , świece się palą – jest uroczo wprost ,

miłej niedzieli kochani .

Edyta

środa, 20 października 2010

Wariacje hoi parasitica

Hoya parasitica pochodzi z  Tajlandii , Sumatry , Jawy , Nepalu , Indii … Potrzebuje słońca i dużo wilgotności. Niektórzy uprawiają w workach …
Ja na parapecie :-)

hoya parasitica margin variegata

1 039 1 038


hoya parasitica variegata

1 042
                 hoya parasitica lao 1                                        hoya parasitica lao A
IMG_3674 IMG_3672

hoya parasitica Lao B 
1 047

Wybaczcie jakość zdjęć, nie ma pogody odpowiedniej dla mojego fotograficznego sprzętu :-)
Co mnie w niej fascynuje ? Zapach kwiatów. Piękny i intensywny .
Kocham zapachy . Ładne . Mam bardzo wrażliwy nos , odziedziczyła to po mnie moja córka . Jest to bardzo uciążliwa przypadłość , szczególnie w kontaktach z innymi . Wyczuwam najsłabsze zapachy , od tych - które mi nie odpowiadają, dostaję migreny . W moim domu musi pachnieć świeżością i czystością , porozwieszaną lawendą przy oknach , w kuchni czystym obrusem i  pieczonym chlebem , któremu jestem wierna , mimo wyścigu dnia codziennego … W mojej sypialni króluje kadzidło z zielonej herbaty , ja pachnę kroplą Shalimar Guerlain 

shalimar-by-guerlain


Jest to jedyny zapach który mi odpowiada od początku do końca . Mówi się, że Jacques Guerlain stworzył ten zapach w 1925 roku w hołdzie legendarnej miłości Mumtaz Mahal i cesarza Chah'a Djahan'a, w ogrodach Shalimar w Kaszmirze. W Sanskrycie Shalimar oznacza "dom miłości". Kiedy Mumtaz Mahal umarła, cesarz był załamany i zbudował cudowny grobowiec dla kobiety, którą kochał tak bezwarunkowo. Hmm, to nie jest zapach jak inne... Narkotycznie piękny.Wyjątkowy, z innej epoki, taki, który szuka właściwej "nosicielki" i z wyższością spogląda na tłumy przeczesujące perfumeryjne półki... Nigdy nie wierzyłam ,że można tak pokochać zapach, że nie znudzi sie po pierwszym, piątym, dziesiątym flakonie... Bo przecież życie jest zbyt krótkie by pachnieć wciąż tym samym .Kiedy poznałam Shalimar zrozumiałam , że życie jest zbyt krótkie aby się nim nacieszyć . Uwaga !!! To nie jest zapach dla wszystkich , nie wszyscy go polubią , jak i nie wszyscy lubią mnie :-) , nie na wszystkich czuć ten ‘taniec’ zmysłowych nut , to kwestia naturalnego zapachu skóry. 
Jak go odkryłam ? Ktoś , kiedyś napisał dla mnie wiersz …  W wierszu było o ogrodach Shalimar , niedługo później w ręce wpadły mi perfumy o tej nazwie – obsesja, niesamowite uczucie , totalne oszołomienie. Autor wiersza był moim przeznaczeniem , Shalimar też ….

No ładnie , zareklamowałam perfumy , a co … a miał to być blog hojowy haha . No cóż,  nie samymi hojami człowiek żyje prawda ? no chyba że się mylę ….
wiele miłości Wam życzę  , pachnących hoi i wszystkiego co miłe
Edyta

wtorek, 19 października 2010

Hoya coloura – hoya widmo ?

No dziwna jest, z tego powodu że nie ma o niej zupełnie nic w internecie.Śmiem twierdzić że nie istnieje, tyle że ją mam i nie podobna jest zupełnie do żadnej innej .
Kupiona od Shirleya z nazwą Hoya coloura GPS 10239, wciąż jest dla mnie wielką niewiadomą.

1 045

1 046

Jest naprawdę piękna, fantastyczna. Na zdjęciach trochę, być może poprzez żyłkowania na liściach, przypomina obscurę. To nie to… Liście ma cieńsze i zupełnie sztywne, twarde, ostre. Ciemno zielone, błyszczące.
Rośnie umiarkowanie, nie za szybko. Nie sprawia żadnych kłopotów.
Tak sobie myślę, że może nie została jeszcze opisana a właściciel nadał jej nieformalną nazwę ? Po drugie, może być również źle oznaczona … Bardzo jestem ciekawa jej kwiatów, pewnie wtedy zagadka się rozwiąże ( albo i nie :-))

Uściski wtorkowe i fajnego tygodnia !!!
Edyta

niedziela, 17 października 2010

Jesienny konkurs październikowy - losowanie .

No , no , daliście czadu . Ale się cieszę .Wszyscy - 26 osób , wiedzieli że oczywiście hoya macrophylla została znaleziona przez dr C.Blume na wyspie Jawa.
Zatem poprosiłam aby moje dziecięcia podały numerki od 1 do 26 ...
Ola podała numer 13 , czyli trzynasta osoba która napisała do mnie w sprawie konkursu otrzymuje sadzonkę hoi macrophylla variegata i jest to Asiulek .
Kubuś podał numer 26  więc kolejna sadzonka pojedzie do Bożenki .

Gratuluję dziewczyny ! mam nadzieję że sadzoneczki się spodobają , wyślę je po niedzieli  . Tak się składa że Wasze adresy mam bo my się już znamy z aleeegro :-)

Dziękuję wszystkim za udział w konkursie.
Miłego niedzielnego popołudnia i do następnego ...
Edyta

piątek, 15 października 2010

Doświetlania czas

Ło jak zimno i ciemno brrrr

Temat dobry na ten czas - doświetlanie. W związku z licznymi pytaniami ,pokażę jak to się ma u mnie - może komuś pomogę . Ja wiem że na ten temat jest mnóstwo informacji WSZĘDZIE i na forach i w internecie i w książkach aleeeee uważam , że te informacje przerażają zwykłą Kowalską hojoholiczkę , symbole żarówek , obudowy na świetlówki, budowa instalacji itd itp . Ma być prosto i pokażę że prosto jest . Kochane , kochani wystarczy zwykła żarówka energooszczędna zakupiona w hipermarkecie i do niej kabel oraz oprawa również zakupiona w każdym hipermarkecie budowlanym - przykład poniżej:

u 213

do tego pstryczek

u 214

który kupuje się osobno za grosze i bardzo łatwo go montuje ( taaa nawet ja nie potrzebuję przy tym pomocy zawsze zajętego męża , to i Wy dacie radę  )

i wystarczy .

Nie dajmy się zwariować , nie warto ponosić większych kosztów bo i po co ? Nie warto kupować drogich świetlówek typu fluora  etc ( które nota bene nie są za przyjazne dla naszych oczu ) .Poza tym żarówki energooszczędne są ENERGOOSZCZĘDNE i o to właśnie chodzi , co byście nie przerazili się rachunkiem za energię , co by Was mąż ( lub żona ) w kaftan nie chcieli zapinać , a za zaoszczędzone dzięki energooszczędnym żarówkom pieniądze , kupili nową hoję :-) Poza tym ,jak już się świeci takowa w oknie ,  nie ma potrzeby załączać innego oświetlenia w pomieszczeniu w którym przebywamy - na jedno więc wychodzi.Rozwiązanie które widzicie jest proste i tanie . Jeden warunek i bardzo ważna sprawa : przy zakupie żarówki wybierzcie tą która ma jak najwięcej LUMENÓW - takową informację znajdziecie na opakowaniu .

Wieszacie to ustrojstwo w oknie i tadammmm :

u 216

Przychodzę z pracy - załączam ( ok 16 ) , idę spać - wyłączam . Gdy pracuję długo i wracam późno , domownicy wiedzą co mają zrobić hihi co bym zła nie była jak przekroczę próg domostwa :-)

Uwierzcie , warto takie udogodnienie dla naszych hoi zastosować w każdym oknie . Rośliny rosną pięknie nawet zimą . Nie ma hojowych strat , co niezmiernie ważne , aby jesienno zimowy czas przetrwać bez roślinnych zgonów :-)

Druga sprawa - pora deszczowa . U mnie to już zwyczaj . Od teraz , gdy pogoda beee , zaczyna się dla moich hoi pora deszczowa . Codziennie ( raz , dwa razy , jak mam czas i jestem w domku to częściej ) zraszam .

Mają światło , mają ciepło , mają wilgoć - rosną aż miło. Do dzieła dziewczyny , nie taki diabeł straszny .

Mmm  jak ja lubię piątkowe popołudnia , odpoczynek i małą czarną , gorzką …

u 212

Ps .Panie Łukaszu dziękuję za dzisiejsze śmiechy , związane z hoją minimol ( wiadomo że taka nie istnieje). Co sobie przypomnę treść sms i moją głupią odpowiedź , śmieję się na głos , a mijający mnie na ulicy ludzie nie mają za ciekawych min haha ... A co tam , nie dajmy się jesiennej chandrze , śmiejmy się gromko ze wszystkiego co śmieszne , czego Wam i sobie serdecznie życzę .

Pozdrawiam

Edyta

czwartek, 7 października 2010

Hoya buotii i tyrania ciąg dalszy

Słuchajcie , jestem doopa . I to do kwadratu . Zasuszyłam pąki na buotii buuuuu…. Dobrze że wytworzyła kilka naraz , dwa kwiatostany odpadły , zobaczymy jak zachowają się kolejne. To wszystko przez tyranie , życie w biegu i chroniczny brak czasu . Niestety . Zapomniałam podlać . Zorientowałam się dopiero dzisiejszego poranka gdy chciałam podejrzeć czy już się pąki otworzyły a znalazłam je na parapecie :-)) ehh życie …

Pamiętacie jak wyglądała w połowie  lipca ?

IMG_2049_thumb[6]

 

no to teraz wygląda tak :

u 176 

u 177

Znacie szybciej rosnącą hoję ? Ja nie . Jest naprawdę ogromna , jej wysokość to niemal wysokość mojego kuchennego okna. Jeszcze się mieści …

Pąków ma sporo :

u 182 u 179 u 184 u 186 u 185

ale szczerze mówię , nie wiem co z nimi będzie … Szkoda mi i nauczka na przyszłość jest .

No dobra , trudno.

Jesień , jesień  mamy już pełną gębą . Jak co roku , cała moja rodzina jest przeze mnie maltretowana  sokami – że tak powiem własnej roboty . Nie ma zmiłuj , dopiero na wiosnę im odpuszczam . Dzieci się krzywią trochę ale nie ma lekko i na to aby zrobić soczek codziennie znajdę czas (Majka dzięki za kolejny świetny przepis ). Różne , różniste . Warzywa z owocami , owoce z owocami , warzywa z warzywami . Jak popadnie . Dzięki temu całą jesień i zimę udaje nam się przetrwać praktycznie bez przeziębień. A ja dzięki sokowi z marchwi utrzymuję do następnego sezonu letnią opaleniznę :-)

do następnego

Edyta