Zakwitła.
Taka mała popierdółka ale fajna. Liście ma fajne, owłosione jak dziki agrest. Pochodzi z lasów Azji Południowo – Wschodniej. Lubi słońce i stałą wilgotność podłoża. I tyle.
Pozdrawiam Was ciepło i życzę dobrego, fajnego tygodnia.
Edyta
Zakwitła.
Taka mała popierdółka ale fajna. Liście ma fajne, owłosione jak dziki agrest. Pochodzi z lasów Azji Południowo – Wschodniej. Lubi słońce i stałą wilgotność podłoża. I tyle.
Pozdrawiam Was ciepło i życzę dobrego, fajnego tygodnia.
Edyta
Dziś wpis do działu : agrotechnika . Wiadomości myślę – przydatne.
***
Objawy niedoboru składników pokarmowych
Azot (N) - żółknięcie liści, chloroza, spowolnienie lub zatrzymanie się wzrostu roślin, zmniejszenie rozmiaru blaszki liściowej
Fosfor (P) - wczesne gubienie liści, spowolnienie lub zatrzymanie się wzrostu roślin
Siarka - problemy ze wzrostem,żółkniecie liści
Potas (K) - koncówki i brzegi liści żółkną, w blaszce liściowej pojawiają się dziury
Wapń - częściowo zniekształcone rośliny
Magnez (Mg) - chloroza, gubienie liści, blaknięcie koloru
Żelazo (Fe) - żółknięcie młodych liści, spowolnienie wzrostu,
Miedź (Cu) - nienormalny wzrost,raptowne usychanie, spiralne liście
Mangan (Mn) - żółknięcie liści, możliwe pojawienie się biało-żółtych smug na liściach, możliwe pojawienie się brązowych lub czarnych plam na liściach, odpadanie liści
Cynk (Zn) - żółty kolor pomiedzy unerwieniem liścia, zahamowanie wzrostu, bezkształtne łodygi i liście
Bor (B) - młode liscie wygladają jak pogniecione, spowolnienie wzrostu, zamieranie pędów i stożków wzrostu, możliwe gnicie korzeni, skrócenie międzywęźli, biało-żółte plamy na liściach
Molibden - nasycenie azotanem, żółte plamki pomiędzy unerwieniem liścia
Wanad - zahamowanie wzrostu
Co robić w przypadku stwierdzenia niedoborów ?
Wiele źródeł radzi aby niedobory rozpoczynać od podawania makro elementów jako bezpieczniejszych. Po podaniu makro elementów należy obserwować rośliny i ich reakcję. Jeśli objawy niedoborów zaczynają ustępować oznacza to,że nasza diagnoza była słuszna. Jeśli jednak nie - oznacza to, że brakuje mikroelementów i należy je stopniowo uzupełniać. Nie należy zmieniać poziomu mikro i makro elementów w sposób gwałtowny, tzn. nie powinno sie podawać od razu takich dawek aby natychmiast osiągać stężenia docelowe. Dozować nawozy należy stopniowo i obserwować rośliny. Tu przydaje się cierpliwość.
***
Choroby roślin
Zdrowa roślina to taka, która ma dużą ilość zdrowych liści, dobrze wykształcone i wybarwione pędy, liście i kwiaty oraz mocną łodygę.
Do objawów wskazujących na złą kondycję należą: zahamowanie wzrostu, więdnięcie, różnego typu przebarwienia i plamy. Dla troskliwego miłośnika, który regularnie pielęgnuje swoje "zielone skarby", nie będą one trudne do wykrycia. Trudniej jest natomiast postawić diagnozę, bo choroby roślin stanowią obszerną dziedzinę nauki - fitopatologię. Do najczęściej spotykanych należą choroby wirusowe, bakteryjne i grzybowe.
Choroby wirusowe (wirozy)
Do objawów chorób wirusowych należą:
* mozaikowatość liści
* kędzierzawość liści i płatków kwiatowych
* karłowatość - ogólny silny niedorozwój rośliny
* żółtaczka wirusowa - żółte wybarwienia liści i częściowo zielone kwiatostany.
Choroby bakteryjne (bakteriozy)
Objawy chorób bakteryjnych:
* guzowatość korzeni, rak bakteryjny
* guzowatość podstaw łodyg i liści
* mokra zgnilizna bakteryjna
* bakteryjne wiednięcie liści
* tłusta plamistość liści
W przypadku stwierdzenia chorób bakteryjnych chore rośliny należy usunąć, a pozostałe opryskać preparatem miedziowym. Przy guzowatości korzeni ważna jest dokładna ich kontrola przy przesadzaniu roślin i eliminowanie chorych. U roślin szczególnie podatnych można profilaktycznie zastosować preparaty miedziowe.
Choroby grzybowe
Grzybowa plamistość liści
Chorobę wywołują grzyby z grupy pasożytów okolicznościowych i atakują rośliny osłabione niekorzystnymi warunkami uprawy lub atakiem szkodników.
Objawy - na blaszkach liściowych występują plamy o barwie żółtej, brązowej lub czarnej, często obrysowane jaśniejszą lub ciemniejszą obwódką. Po pewnym czasie na plamach pojawia się aksamitny nalot zarodnikowy. Plamy powiększają
się i liście zamierają. Czasem podobne objawy obejmują pędy i łodygę.
Zwalczanie - usunięcie czynnika zasadniczego (szkodniki, błędy uprawowe), oprysk środkami grzybobójczymi (fungicydami) np. Previcur, Rovral Flo lub biopreparatami: Bioczos BR, Biosept.
Rdza
Objawy - brodawkowate skupiska pylącego nalotu na spodniej stronie liści. Nalot może mieć barwę rdzawożółtą, rdzawopomarańczową lub rdzawobrązową. W tym samym miejscu na górnej stronie liści można zaobserwować jaśniejsze plamy. Pasożyt może zaatakować całą roślinę, jeżeli warunki są sprzyjające. Porażone liście usychają, a roślina zamiera.
Zwalczanie - usuwamy zaatakowana części roślin lub, przy mocnym porażeniu, całe rośliny. Oprysk fungicydami jest mało skuteczny.
Mączniak rzekomy
Objawy - gęsty szarofioletowy lub szarobiały nalot grzybni na dolnej stronie liści. Na górnej stronie liści w tych samych miejscach można zaobserwować bladozielone lub bladożółte, z czasam brunatniejące, plamy. Liście zasychają i obumierają.
Zwalczanie - zapewniamy chłodniejsze i bardziej suche stanowisko, usuwamy chore części roślin, opryskujemy preparatami grzybobójczymi.
Mączniak właściwy
Objawy - biały mączysty nalot na wierzchniej stronie liści, który później zmienia barwę na szarą lub brązową. Porażone liście więdną i obumierają.
Zwalczanie - zaatakowane części wycinamy i niszczymy, opryskujemy rośliny Bioseptem.
Szara pleśń
Objawy - zagniwające miejsca, które z czasem pokrywa szara grzybnia. Roślina szybko ginie. Grzyb jest szczególnie niebezpieczny w zamkniętych pomieszczeniach typu szklarnia, czy szklana witryna dla roślin.
Zwalczanie - zwiększamy dopływ światła i zmniejszamy wilgotność powietrza oraz zapewniamy jego ruch wokół rośliny. Usuwamy wszystkie zaatakowane części rośliny, stanowiące źrodło dalszych infekcji. Zapobiegawczo można opryskać Bioseptem. Ponadto zapobiegawczo i do zwalczania tego grzyba można zastosować specjalne fungicydy np. Euparen M., Sumilex.
Sadzaki
Objawy - lepka czarna "powłoka" pokrywająca liście, powstała na skutek rozwoju grzybni, na zawierającej cukier rosie miodowej wydalanej przez szkodniki ssące (mączliki, mszyce, miseczniki, wełnowce). Sadzaki nie powodują wyraźnego uszkodzenia roślin, ale ich rozwój zakłóca procesy asymilacji, zabierając roślinom światło i utrudniając oddychanie.
Zwalczanie - usuwamy przyczyny powstania sadzaków (szkodniki), zmywamy liście wodą z dodatkiem "Ludwika".
Choroby fizjologiczne i przyczyny ich powstawania
Choroby fizjologiczne roślin są wynikiem naszych błędów uprawowych i mogą powodować wiele uszkodzeń.
Chloroza (żółknięcie liści) - niedobór żelaza lub magnezu powstały najczęściej z powodu podlewania twardą wodą.
Zwijanie liści - niedobór wody, zbyt ciepłe stanowisko.
Ciemne plamy na liściach lub ich brzegach - nadmiar lub niedobór wody, przenawożenie, zbyt suche powietrze.
Blednięcie liści (liście coraz bardziej bledną stając się niemal przezroczyste) - niedobór azotu odpowiedzialnego za tworzenie chlorofilu.
Oparzenia słoneczne - srebrzyste, czerwonawe lub brązowe plamy, powstałe na skutek nagłego wystawienia rośliny na ostre słońce.
Korkowacenie - nadmiar wody, zbyt wysoka wilgotność przy niedoborze światła.
Przemarznięcie - jasne plamy na liściach powstałe w wyniku przechłodzenia rośliny, przez gwałtowne obniżenie temp. lub podlewanie zimną wodą.
Brak lub słabe kwitnienie - nadmiar azotu, złe stanowisko, brak okresu spoczynku.
Usychanie końców liści - zbyt suche powietrze.
***
Oby jak najmniej taaaaaaakich problemów, czego Wam i Sobie życzę
Edyta
h. incurvula
Zajmuje pół kuchennego okna, robi za firankę :-P , firankę która w dodatku kwitnie …
***
Odpoczęłam troszkę, przynajmniej psychicznie …
nakarmiłam duszę pięknem przyrody
podziwiałam widoki z lotu ptaka
odkryłam dzikie, górskie ścieżki
i te zaludnione …
woda była zimnaaaaaaaaa ale nieszkodzi, byłam tak zmęczona że nie miało to znaczenia :-)
naładowałam akumulatory … na jakiś czas
i znów mogę zmagać się z przeciwnościami losu.
Czasami warto choć na chwilę, oderwać się od rzeczywistości.
Pozdrowienia przesiąknięte górskim powietrzem i letnim jeszcze, słońcem - dla Was wszystkich!
Dziękuję za Wasze wizyty i komentarze.
Edyta
Przemiła niespodzianka czekała na mnie dziś na blogu … Otrzymałam wyróżnienie za które serdecznie dziekuję Cynthi z Mojej Utopii . Jest mi bardzo miło że doceniłaś mój blog Basiu !
A oto kilka zasad tej zabawy:
- podziękuj i wklej link osoby, która Cię nominowała,
- napisz o sobie 7 rzeczy ( coś, czego inni nie wiedzą)
- nominuj 16 świetnych bloggerów (pomijając osobę, która nominowała Ciebie),
- na blogach nominowanych umieść komentarz informujący ich właścicieli o nominacji w zabawie.
Wg zasad zabawy muszę tutaj napisać 7 rzeczy których o mnie nie wiecie. Hmm…. to wbrew pozorom nie taka prosta sprawa :-) No dobra … postaram się coś napisać.
1,Uwielbiam podróże - poznawanie nowych miejsc, ludzi, smaków, ale nie ruszę się nigdzie bez mojej rodzinki – to warunek. Albo wszyscy – albo nikt.
2,Jestem uzależniona od słodyczy – kocham czekolady nadziewane i ZAWSZE mam ich zapas – w domu, w pracy, w torebce ……. a tak w ogóle to w torebce mam dosłownie WSZYSTKO!
3, Kocham się śmiać i ludzi którzy śmieją się ze mną …. Nie lubię smutasów, marud i pesymistów. Nie ma szans abym z takimi ludźmi utrzymywała kontakt.
4,Lubię gotować i dobrze zjeść w towarzystwie innych ludzi, celebrować chwile, rozmawiać …
5,Nie potrafię tkwić w bezruchu i nic nie robić – jestem bardzo energiczna ( czyżby ADHD ? )
6, Nienawidzę telefonów komórkowych, pomijając fakt iż głęboko wierzę w ich negatywny wpływ na nasz organizm, po prostu nie lubię być niewolnikiem aparatu telefonicznego i tracić czasu na telefoniczne pogadanki - wolę spotkania oko w oko i dlatego używam go tylko w przypadku bezwzględnej konieczności – czyli prawie nigdy :-) a najczęściej zapominam wziąć go z domu .
7, Lubię gdy mój mąż traktuje mnie jak księżniczkę, potrafię jednak się odwdzięczyć :-)
to chyba tyle…
Do zabawy mam zaprosić 16 świetnych blogów…. Troszeczkę się tutaj postawię. Zapraszam 4 blogi – które bardzo lubię i które stale czytuję. Wyróżnienia ode mnie otrzymują:
1, Magda i jej blog Miau, coś Ty kotku miał ?
2, Ania i jej blog Kuchennymi Drzwiami
Radości z każdej wakacyjnej chwili!
Edyta
'Giant' to po angielsku 'gigant' ... Słuszna nazwa. Z tego co zdążyłam zauważyć, kwiaty na największe spośród wszystkich kwitnących u mnie lacunos. Pojedyńczy kwiat ma ok 1 cm ! ( mierzyłam - to trzeba mieć już kompletnego fisia ), tak więc baldach jak na lacunosę jest na prawdę okazały...
Pachnące lacunosowo pozdrowienia dla Wszystkich!
Edyta
Hoya clemensiorum
Czy wiecie że liście h. clemensiorum mogą mieć nawet 10 cm szerokości i !!! 20-40 cm długości ???
Szok.
Mogę powiedzieć śmiało że kocham, uwielbiam ,ubóstwiam h. clemensiorum . To jedna z najpiękniejszych hoi. Bez wątpienia.
Zaczynamy
1. Hoya clemensiorum ( Szwecja )
2. Hoya clemensiorum ( USA )
3. Hoya sp. aff. phyllura
4. Hoya sp. Lata Iskandar A
5. Hoya sp. aff. clemensiorum
6. Hoya sp. Sarawak IML 1752
I jak Wam się podobają ?
***
''Yerba Mate to odkrycie indian Guarani - ich święte ziele, dar Matki Ziemi. Dzisiaj jest znane - głównie ze słyszenia - na całym świecie.
Mate uprawia się i pije powszechnie tam, gdzie w XVII wieku mieszkali Guarani, czyli na terytorium Paragwaju. Ale nie tym dzisiejszym, okrojonym przez sąsiadów. Dawniej Paragwaj rozciągał się dużo dalej niż teraz - od stóp wschodnich Andów aż po wybrzeże Oceanu Atlantyckiego. Sięgał daleko na ziemie dzisiejszej Argentyny, Urugwaju, Boliwii i południa Brazylii. Tam żyli Guarani i tam się piło mate. Tam tez pije się ją do dziś.
Wspomnienie tego dawnego, Wielkiego Paragwaju zostało w nazwie - Yerba Mate po łacinie to ilex paraguariensis, czyli Ostrokrzew Paragwajski.
Niekiedy smakosze różnych herbat, w Europie, czy USA, kupują Yerba Mate w torebkach do zaparzania i piją przez ciekawość (połączoną z lekką domieszką snobizmu). Twierdzą, że smakuje podobnie jak inne zielone herbatki - chińskie i arabskie.
Takie picie nie ma wielkiego sensu - wówczas mate traci cały czar. Z nią jest tak, jak z kwiatem paproci, który zakwita tylko w noc świętojańską - Mate kwitnie w ustach pełnym bukietem smaku, jedynie gdy jest właściwie przyrządzona i podana.
Tradycyjny (indiański) sposób picia przypomina rytuały związane z paleniem fajki pokoju.
W jednym i drugim przypadku bardzo ważną rolę pełni sprzęt:
Cybuch fajki pokoju był rzeźbiony z kamienia, a niewielkie naczyńko do mate (matero, albo guampa), powinno być wykonane ze specjalnego gatunku drewna - Palo Santo (Świety Pień).
Już samo to drzewo jest ziołem - po zmieleniu zaparza się je i podaje jako lekarstwo na wiele chorób. Wspiera siły witalne (męskie), urodę (niestety tylko u pań), nerki, kiszki, żyły i wszystko inne, ale pod warunkiem, że się mocno wierzy. Ma charakterystyczny silny zapach, który nie wietrzeje. Drewno, nawet po wyschnięciu i latach używania jako guampa, zachowuje swój naturalny kolor - intensywną zieleń szczypiorową - wygląda jak pomalowane bejcą.
Do drewnianego "cybucha" - guampy - wsypuje się grubo siekane suszone liście i łodyżki Mate. (W tej postaci wygląda ona nie jak porządna herbata, ale jak jakieś zakurzone paprochy.)
Potem wkręca się w nie metalowa rurkę - o nazwie bombilla - przez którą będziemy pić. Rurka ma na dolnym końcu sitko, żeby zapobiec wciąganiu fusów do buzi. Najlepiej jeżeli jest wykonana ze srebra, bo przecież będziemy jej dotykać ustami.
Do tak nabitego "cybucha" z wkręconą rurka wlewamy odrobinę gorącej wody - w tym celu wszyscy dorośli obywatele Paragwaju, o każdej porze dnia noszą pod pachami termosy. No więc wlewamy wodę i czekamy.
Czekamy. Jeszcze trochę... Cierpliwie. Nie ma się do czego spieszyć, bo i tak pierwsze zalanie wypija w całości Santo Tomas - święty Tomasz. (Prawda jest taka, że całą wodę wciągają te suche paprochy i każdy o tym wie, ale tradycja każe pić mate w grupie - a nie samemu - więc jeżeli ktoś akurat nie ma kompanii, to pod ręką jest zawsze św. Tomasz. Wprawdzie niewidoczny, ale przecież obecny, bo ktoś tę pierwszą porcję wypił, no nie?
Woda, którą zalewamy fusy powinna być "biała" - taka, która szumi na ogniu, ale jeszcze się nie zagotowała - nigdy wrząca! Zalanie mate wrzątkiem powoduje, że się święte ziele poparzy, obrazi i w jednej chwili straci cały smak. I Moc.
Nie jest to żaden indiański zabobon '' (W.Cejrowski)
W czym pomaga codziennie picie Yerba Mate?
Yerba Mate jest bogatym źródłem witamin i minerałów. Yerba Mate zawiera:
Ja kupuję Yerba Mate na allegro - HURRA ! jakie to łatwe ...
tak wygląda matero (guampa) - czyli naczynie z tykwy, z którego piję Yerba Mate
a tak bombilla czyli rurka z sitkiem na końcu przez którą piję Yerba Mate
a tak wygląda Swięte ziele, moje ukochane Yerba Mate
Jeżeli kogoś zarażę yerba mate dajcie znać ... gwarantuję że na początku nie będzie Wam smakowało, nie zrażajcie się jednak, po kilku/klilkunastu dniach nie będziecie sobie wyobrażali dobrego dnia bez yerba mate !
***
A na koniec przeczytajcie krótkie opowiadanie W. Cejrowskiego - którego miałam okazję poznać osobiście i szczerze uwielbiam...
Indiański rytuał
Siedzieliśmy w kilkanaście osób skupieni przy ognisku. Dookoła Indianie Ache, a pośród nich padre Adan. Osmalony czajnik z pięknie wygiętą szyjką i dzióbkiem stał przysunięty bokiem do ognia. Szumiał lekko.
Stara, bardzo stara Indianka, pomarszczona tak, że przy każdym jej ruchu miało się wrażenie, że skóra szeleści, ściskała między kolanami drewniany moździerz i ucierała w nim jakieś zioła.
- To yuyo - wyjaśnił padre.
- ???? - zapytałem brwiami.
- Świeże zioła, które uciera się albo tłucze na miazgę i dodaje do mate.
- A po co?
- Oni zawsze mówią, że to remedio na jakąś chorobę, ale najczęściej chodzi o rodzaj przyprawy.
- Przyprawa do herbaty?
- Coś w tym guście. Yuyo, czyli po naszemu "chwasty" urozmaicają smak.
- Dlaczego chwasty?
- Bo zioło, czyli yerba, jest tylko jedno: Mate. Cała reszta to zaledwie chwasty.
Stara Indianka wcisnęła yuyo na wierzch nabitej guampy i sięgnęła po czajnik. Ruszała się wolno, ale nad wyraz precyzyjnie. Mimo, że była kompletnie ślepa.
Teraz zalała. Lejąc z wysoka, żeby strużka wody schłodziła się jeszcze w drodze przez powietrze - na wszelki wypadek, choć przecież w czajniku cały czas tylko szumiało, a nie bulgotało. Za żadne skarby nie chciała poparzyć mate - to zły omen, a poza tym zły smak.
Podziwiałem jej kunszt. Musiała to robić całe życie i latami ćwiczyć każdy ruch, bo nie uroniła ani kropli.
Odczekaliśmy kilka minut.
.
.
Jeszcze kilka...
.
.
Cierpliwie.
Kiedy święty Tomasz nasycił usta, Indianka nalała najpierw sobie - bo to ona była gospodarzem ceremonii. (Poza tym niektórzy uważają, że pierwszy napar jest niesmaczny, więc nie wypada go podawać innym. Argentyńczycy ściągają go do buzi, a następnie wypluwają na ziemię. Łykają dopiero drugi, a nawet trzeci. Tutaj, w Paragwaju, nikt nie robił takich rzeczy.)
Staruszka piła wolno, uważając, żeby gorąca metalowa rurka nie poparzyła jej ust. Kiedy skończyła, nalała ponownie odrobinę wody, na te same fusy, i podała siedzącemu po swojej prawej stronie. Tak rozpoczął się rytuał picia.
Guampa krąży z rąk do rąk, ale nie po kole - tak jak w przypadku fajki pokoju - lecz po gwieździe. Za każdym razem musi przecież wrócić do gospodarza z czajnikiem (lub termosem) w celu ponownego napełnienia.
Fusów jest taka ilość i mają w sobie tyle mocy, przepraszam, Mocy, by zanim stracą smak, można było przez nie przelać ze dwa litry wody.
- No i jak? - zapytał padre, kiedy opróżniłem guampę i oddałem Indiance.
- Smakuje jak napar z petów.
- A piłeś kiedy napar z petów, że tak gadasz?
- Zobaczysz - dodał po chwili - za miesiąc rzucisz kawę, rzucisz herbatę i przejdziesz na mate. Na razie i tak nie masz wyjścia, bo tu nikt nic innego nie pije. Kiedy wyjeżdzasz?
- Za trzy miesiące...
- Uuu no to przepadłeś. Zapomnij o małych czarnych, ty już jesteś mateista!
- A ona jakoś działa? Na ciało albo rozum?
- Lekko kręci.
- Uzależnia?
- Nie bardziej niż kawa. Skoro w USA sprzedają Mate w supermarketach, to to na pewno nie jest narkotyk, ani żaden inny materiał wyskokowy.
- To dlaczego nikt nie daje pić dzieciom?
- Tradycja. U nas też dzieciom nie daje się kawy. Dopiero jak odpowiednio podrosną. Z mate tak samo.
Po chwili przyszła moja kolej. Ale stara Indianka ominęła mnie i podała guampę następnemu.
- Nie zauważyła mnie? - Szepnąłem księdzu w ucho. - To znaczy, chciałem powiedzieć...
- Zauważyła, zauważyła. Ona jest ślepa na oczy, ale widzi więcej niż my wszyscy. Dzieciaki twierdzą, że przez trzy ściany potrafi zobaczyć jak broją.
Chyba miał rację. W trakcie naszej rozmowy do kręgu dołączyło kilka osób. Usiedli w różnych miejscach, a Indianka nie zgubiła kolejności. To znaczy wszystkim, którzy byli tu od początku podawała po pierwotnym kole (gwieździe), a dopiero na końcu dodawała te kilka ostatnich osób, tak jak się dosiadły.
- Coś ty jej powiedział, kiedy oddawałeś guampę? - zapytał padre.
- Normalnie: "dziękuję", a co niby miałem mówić?
- Nic. Właśnie o to chodzi, że NIC. Kiedy mówisz "dziękuję" to znaczy, że już się napiłeś i więcej nie chcesz. Wtedy wypadasz z kolejki. Siedzisz z nami, ale gumpa cię omija. Dziękuję mówi się dopiero na samym końcu, a nie w trakcie rytuału.
Tego dnia po południu piliśmy jeszcze coś: Terere czyli Yerba Mate na zimno.
To specjalność paragwajska, nie znana nigdzie indziej na świecie. Wszystko poza wodą pozostaje bez zmian. A woda musi być tym razem lodowata!
Mate naciąga jednakowo mocno bez względu na to czy ja polewać wodą gorącą czy zimną. Reaguje trochę tak jak ludzka skóra - można się przecież "poparzyć" od bardzo zimnego i objawy będą identyczne, jak przy poparzeniach wrzątkiem. Dobre porównanie, bo tak dla mate jak i dla ludzkiej skóry woda letnia jest obojętna. Od letniej nie naciąga - Moc śpi.
Terere pija się w tych porach dnia, kiedy jest gorąco. I, rzecz ciekawa, tam gdzie się je pija nigdy nie występuje plaga cholery, a cholera to przecież choroba brudnej wody. Nieprzegotowanej. Dokładnie takiej, jaka w większości przypadków zalewane jest Terere.
Oczywiście odporność Paragwajczyków na cholerę może się brać także z właściwości leczniczych Palo Santo - tylko w Paragwaju robi się guampy z tego drewna. W Brazylii, Argentynie i Urugwaju z tykwy lub metalu.
Na koniec, kiedy przelało się już tyle wody, że Mate straciła smak, trzeba opróżnić guampę. Robi się to zawsze na ziemię! Nigdy do śmietnika, zlewu, ubikacji itp. Nigdy!
Tak jak pierwsze zalanie było dla św. Tomasza, tak ostatnie musi być para Pachamama - dla Matki Ziemi. To ona rodzi i daje ludziom w darze święte ziele - Yerba Mate.
Indianie zawsze pamiętają o Bogu. We wszystkich najbardziej zwykłych czynnościach dnia powszedniego. Znali Boga na długo przed przybyciem Łowców Chrztów. I szanują go bardziej, niż mieszkańcy krajów, z których Łowcy Chrztów pochodzą.
***
radości Wam i sobie życzę, każdego dnia
Edyta