Lubię gdy hoje kwitną. Baaa... uwielbiam nawet. To jest mój cel, etap ostateczny - doprowadzić roślinę do kwitnienia. A później ponownie i ponownie... Ale ten pierwszy raz najpiękniejszy, najbardziej ekscytujący. Na to pierwsze kwitnienie czeka się z niecierpliwością, z wypiekami na twarzy, z mnóstwem pytań. Kiedyś usłyszałam : 'Wiesz, ja dopiero zaczynam przygodę z hojami, a u mnie już kwitła H. macgillivrayi, a u Ciebie jeszcze nie' To miało pewnie zabrzmieć : 'Jestem lepsza od Ciebie' ... Ja tego tak nie odbieram, ja się nie ścigam, ja przyjmuję co daje los, ja się cieszę z tego co mam i dlatego trwam przy tych hojach już 7 lat ponad... Czy zazdroszczę ? Absolutnie nie ! Gratuluję szczerze i cieszę się że ta chwila wciąż przede mną. Bo to przecież kiedyś nastąpi, więc jest na co czekać... A to bardzo ważne jest, żeby było na co czekać. Wszystko co przychodzi z trudem, cieszy bardziej, doceniane jest bardziej. I Ty też nie pozwól poczuć sie gorszą, że u kogoś ta sama hoja większa, ładniejsza, kwitnąca, choć kupiona prawie w jednakowym czasie... Niech dla Ciebie ta Twoja będzie naj ! Nie zniechęcaj się. Niech wszystko toczy się swoim rytmem. Jeśli to zaakceptujesz, nic i nikt nie odbierze Ci radości z Twojej pasji, z nowego liścia, a później z pierwszego pąka... Czy to będzie za miesiąc, rok, czy dwa - ta chwila kiedyś nadejdzie.
Hoja lockii kwitła już kilka razy, za każdym razem jest to jednak miła uczta dla oczu. Cięta milion razy, by sadzonki w świat poszły. Tyle osób ucieszyła... Trwa. Kwitnie. Jest piękna !
Hoya lockii
Cudnego weekendu !